2007-04-01







WDNCh* zaprasza.

(* - Wystawa przy prospekcie Mira, majaca slawic osiagniecia radzieckiej gospodarki, kultury, stylu zycia i bycia; zalozenie urbanistyczne z konca lat 30', rozwiniete w latach 50' i 60'. W chwili obecnej tez slawi osiagniecia gospodarki, kultury, stylu zycia i bycia. Zderzenie stylistyki z tamtego okresu z terazniejszym jarmarkiem roznorodnosci daje po czapce. Juz wiem dlaczego ruscy matematycy sa najlepsi na swiecie w sprawach zwiazanych z Teoria Chaosu.).













Szeremietiewo. Terminal 2. Otwarty w 1980 z okazji Olimpiady nr[wpisz wlasciwy numer]. Co tu duzo pisac - dosc typowa architekturka cccp z lat 70-80, czyli duzo ciemnego brudnozlotego koloru i raczej odpychajace urzadzenia bytowe. Ale zobaczcie tylko sufit (mam na mysli ten sufit z miliarda miedzianych pierscieni) ...


(pomyslalem, ze wrzuce cos kolorowego dla odmiany)


Lubie ta fotke, nie pytajcie dlaczego. To dla mnie taka esencja, tylko nie jestem w stanie sprecyzowac - esencja czego.


Gdzies czytalem, ze architektura socrealistyczna opierala sie miedzy innymi na "klasycznych proporcjach". Tylko z tym budynkiem na fotkce nie bardzo moge dojsc do ladu.



To ciekawe, jak wszystkie te zdechle kolorki nabieraja zycia w bialej scenerii



Wypada nadamienic, ze zima zaczela sie raczej niewinnie




Reprezentacyjna strefa wejsciowa do budynku biurowego (zimowa pora).




...sporo pary idzie w gwizdek. Zwlaszcza jak zdarzy sie solidniejszy mrozik i przy okazji zaswieci slonko.






W zwiazku z tym, ze czystosc autek nieco odbiega od sredniej europejskiej, widoki przez szybe nabieraja walorow impresjonistycznych

2007-03-31






I w dodatku duzo lepiej sie wychodzi na trzymaniu autka w blaszaku, bo po wyjechaniu na ulice samochody maja tendencje do szybkiego lapania brudku




Niesamowitych wrazen z zakresu estetyki organizacji przestrzeni dostarczaja blaszane garaze malowniczo rozrzucone po kazdym wolnym kawalku podworek miedzy blokami.



Na szczescie doskonale zorganizowany system parkowania jest przygotowany na tak prozaiczne przeciwnosci przyrody jak bialy puch. Kierowcom nie brakuje tez fantazji w doborze miejsc parkingowych


Na ten przyklad - odgarnia sie snieg na stojace wzdluz ulic samochody.


Ze sniegiem jest generalnie kupa zabawy. Im wieksza kupa sniegu, tym tej zabawy wiecej, ma sie rozumiec.


Wystarczylo tego sniegu zeby przysypac matrioszki na Worobiewych.



Nie zeby sniegu nie bylo, czy cos...


To co? Mielismy zime, nie? Wypadaloby pokazac pare uroczych ujec zimowej Moskwy. Wiec na poczatek - zebyscie nie musieli kupowac kota w worku snieznym - kot i snieg.

2006-11-18

albo na przyklad staruszkowie ktorzy przychodza na alternatywna manifestacje 1-majowa (tam, alternatywna, raczej dodatkowa, z watkiem kabaretowo-sentymentalnym) i wspominaja stare dobre czasy, kiedy mozna bylo taaaakie towary od polskich turystow nakupowac...

Pijcie Piwo Puszkowe

To jest tylko fotka z tlumem i strzalkami, bez zadnej opowiesci. Kontekst niby jest, bo to Dni Moskwy, ale nic szczegolnego. Ogladajcie dalej.

Taaak, sloneczko potrafi przypiec. Zwlaszcza, ze jezeli chodzi o polacie asfaltu to chyba tylko Leningrad jest lepszy od Moskwy.

Panie Praktykantki z Akademii MWD (Ministerstwa Wnutriennego Diela, czyli jakies sprawy wewnetrzne, czy inne Glupie Kroki). Okazuje sie, ze nawet probuja sie wyglupiac, chociaz w oficjalnym wywiadzie zachowywaly juz zimny profesjonalizm. Aha - aparat fotograficzny jest szybszy w uzyciu od kamery HDTV. Za to gosc z kamera bardziej przyciaga roznych chetnych do uwiecznienia debili.

...jakie one fajne pozycje przyjmuja przy okazji robienia fotek tymi swoimi Nokiami i SonyEriksonami.

To tak a'propos fotkowania przy pomocy komorek.

Ulica Twierskaja, dni Moskwy - to juz bylo chwilke temu, bo pod koniec sierpnia. Ale reakcja ludziuf na fajerwerki pozostaje w pamieci. Pokazcie dziecku jakas nowa zabawke, zrobcie jakas smieszna mine albo zakreccie dookola na rekach. Te same pokrzykiwania, podskakiwania i inne tego typu reakcje. Aha, no i wszyscy, ale to doslownie wszyscy robia fotki swomi komorkami.


Torcik, pewnie zreszta juz go kojarzycie. Torciki sa fotogeniczne, i wystepuja w bardzo roznym otoczeniu, glownie dlatego, ze widac je z daleka.

Tak mniej wiecej wyglada pogranicze zimy z inna pora roku. Sama zima tez obfituje w podobne klimaty, tyle ze sie bardziej marznie.

Milicjant ze swoja magiczna rozdzka. Na kogo wypadnie na tego bec. Ten akurat bardzo ladnie tanczyl. A zaraz chwilke potem przejechal mimo przedluzany Hummer H2. Mial - miedzy jednymi drzwiami a drugimi - 6 okien. Mam to na filmiku, bo na fotce sie nie miescil.

Nowy Arbat. Dawniej prospekt Kalininskiego (jesli sie nie myle). Czyms im musial ten Kalininski podpasc, ze go przemianowali, skoro Metro Moskiewskie nadal jest im.Lenina. No, ale to tylko nazewnictwo. Nowy Arbat to znak lat 60 i tzw. stylu miedzynarodowego, odcisniety w Moskwie. Nie jedyny, ale chyba najbardziej wyrazny. Najpierw wielki sukces, potem jakby entuzjazm opadl, pozniej to juz w ogole wszyscy uznali to za kleske. Czyli - porazka, zburzyc. Tyle tylko ze niezle sie trzyma, i nawet sprawia wrazenie ze dziala, tj. zawsze tam pelno ludzi, ulica zyje. A jak sie przejezdza ten odcinek z wiezowcami, to autentycznie robi wrazenie - zwlaszcza noca, kiedy widac, ze w tym rejonie nie oszczedza sie na elektrycznosci. Z tego co ostatnio widzialem - cos tam chyba remontuja fasady, wiec pewnie nadchodza ostatnie chwile, zeby zobaczyc to miejsce w stanie normalnym, a nie pomalowane na ladny, zolty kolor, ktory sie oczywiscie bedzie wszystkim podobal. Ekolodzy to robia szum jak im jakis gatunek ginie. Greenpiss, telewizja, przykuwanie sie lancuchami. Te rzeczy. A co maja robic architekci?

...cwiczyc panie, duuzo cwiczyc.

Troche sie uzewnetrznie: dla mnie to jest pewnego rodzaju kwintesencja Rosji, tej metropolitalnej: Piekny, klasyczny, silny gmach w ktorym nie wiadomo co sie dzieje. Do gmachu prowadzi przejscie dla pieszych, ale niezupelnie trafia tam gdzie trzeba. Wszedzie niby swobodny dostep, ale w glebi zawsze znadjdzie sie jakis ciec. No i ograniczenie predkosci ktorego nikt nawet nie mysli przestrzegac.

Moze to przekona gjertyhuf?

Ferrari kurde i Maserati. To nie tak - ze ich tu nie ma, wrecz przeciwnie - jest ich tu wiecej niz ustawa przewiduje (patrz duzo nizej). Tuning bolidow lokalnej produkcji jest - ze wzgledu na koszty - jeszcze powszechniejszy. Ta niebieska Tavria zostala zmyslnie stjuningowana poprzez doklejenie na klapie bagaznika znaczka "SL600".

Tu nie ma co zgadywac, co jest najpopularniejszym towarem. Oczywiscie ze najnowsze modele komorek, a jak mysleliscie??

Wiecie jak wyglada 7 pasow ruchu stojace w korku? Nie? Zapraszam, tutaj to jest spektakl wyswietlany codziennie. Nawet moze sie znudzic. Czlowiek jak sie nudzi, to rozne rzeczy wyprawia...

no, wlasnie a'propos tych zakladow przemyslowych w centrum - na kurde przeciw placu czerwonego, a juz zupelnie naprzeciw striptizera- hotelu Rassija (rozbiera sie) stoi sobie elektrownia. Mucha nie siada, jeszcze pol roku ladnie sie rozlatywala, i pobrzekiwala zardzewialymi elementami konstrukcji, kusila dyskretnie swa nieprzewidywalnoscia, lekkim chaosem, archaicznymi instalacjami i warstwami farby. Niestety, znalazl sie Zyczliwy i teraz ma juz elegancko uzupelnione oszklenia (plastikowe), zostala wyczyszczona ze wszystkich narosli typowych dla zakladu przemyslowego. Normalnie wyladniala. Brawo. Znowu komus sie udalo. Zapomnieli tylko pomalowac na ladny zolty kolor, ktory by sie wszystkim podobal.

Centrum Moskwy jest zapakowane najrozniejszymi zakladami przemyslowymi, instytutami badawczymi itp. Spotkac taki plot, taka brame zaopatrzona w budke wartownicza - nietrudno.

Highway to Hell? Highway form Hell? Kiedy jest sie w srodku CCCP, na - yhm- autostradzie - roznica miedzy 'to' i 'from' lekko sie zaciera

Tadz machal tez tu maja, jakby ktos mial watpliwosci. Przy tej okazji wyszlo, ze tubylcy sa jednak kapke niezdecydowani. Zbudowali sobie swiatynie na okazje odegnania Napoleona spod Moskwy. Budowali ja jakies 75lat. Postala sobie bodaj 20lat, po czym pewien Gruzin prawdopodobnie uznal, ze zaslania mu widok z Kremla. Wiec ja zburzyli. Byl ladny plan zeby na jej miejscu postawic Palac Sowietow - dosc spory budynek, zwienczony do kompletu 100m statua Lenina, ktoremu w nocy mialo swiecic z oczu. Bomba. Tylko chyba jakos z kasa nie bylo az tak dobrze jak sie Kremlowi wydawalo, wiec do lat 60-tych fundamenty pod Palac (skadinad pozostalosc swiatyni) staly nieuzywane, az znowu ktos wpadl na pomysl, ze przeciez to idealne miejsce na basen. I tak sobie ten basen dzialal az do polowy lat 90. Wtedy (komus) przyszlo do glowy, ze swiatynia w tym miejscu to ona jednak byla fajowa, i w sumie czemu by jej nie odbudowac. No, przynajmniej tempo mieli lepsze tym razem, bo poprzednio cirka czterech carow sie zmienilo w trakcie budowy, a tym razem tylko jeden prezydent RF. Brawo.

tak wyglada roznica miedzy czlowiekiem a Ruskiem (patrzac na raczej niskim poziomie)

Nie pytajcie dlaczego ktos obkleil caly mur tasma samoprzylepna. Okleili i juz.

A to zaklad produkujacy telewizory "Rubin". Nie wiem czy dalej je produkuja (caly czas z ta sama drewnopodobna obudowa).

Ostankino. Chwilowo nieczynne. Szkoda, bo robi wrażenie. Także jak jest nieczynne.

2006-10-12


Gas pipe art. Bardzo popularny tutaj kierunek sztuki.


Latajaca Lada Monty Pythona. Tylko Monty slabo przyparkowal i teraz go wywoza... Jest takie miejsce, z ktorego regularnie wywoza zle zaparkowane auta. Z wielogodzinnym uprzedzeniem w dodatku, bo kolejka ewakuatorow stoi sobie duzo wczesniej prze miejscem akcji i czeka na sygnal.
A ludzie i tak tam parkuja.


to jest taki przypadkowy dosc uklad asfaltu z ogrodzeniem budowy stacji metra "Dostojevskaja". Chcialbym zwrocic Szanownego Panstwa uwage na ten taki betonowy murek, takie jakby kasetony. To jest standartowy murek do tymczasowych i stalych ogrodzen w calej Rassiji. Kapuscinski w "Imperium" ma ciekawe przemyslenia na temat drutu kolczastego. Ten plotek moznaby podpiac pod podobny tryb rozumowania. Ja to widze tak: polowa mocy produkcyjnych w cccp idzie na produkcje drutu kolczastego, a druga polowa robi te prefabrykowane betonowe murki. A w miedzyczasie robia wszystko inne, dlatego jakosc jest taka jaka jest.



Prawie jak western. Sadowe kolco zmierzajace ku zachodzacemu sloncu. (znowu maj, znowu te megazachody slonca, cos niesamowitego)


o, no wlasnie kawalek stadionu olimpijskiego, rozpamietujecego swoja swietnosc sprzed cwiercwiecza.


Trolejbusy. Trzymajace sie na kolejnych warstwach faby pojazdy stanowia kregoslup naziemnej komunikaci stolicy cccp. Bucza silnikiem i dzwonia o asfalt uziemiajacymi lancuchami. Tu zlapane przy odpoczynku. W odroznieniu od normalnego kraju, gdzie miejska komunikacja ma zwykle jakies zajezdnie czy cos, tu trolejbusy sobie kimaja wprost na ulicach okalajacych baze naprawcza. Idziesz, idziesz - niby centrum miasta, a tu jakis zlot milosnikow kurde trolejbusow. Wszystkie jakby opuszczone, zapomniane, zaniedbane (to sie akurat rozumie samo przez sie). Bardzo tutejsze.


Czas konczyc z Hotelem Rossija. Troche sie dziwie, ze przed decyzja o rozpoczeciu rozbiorki nie wpadli na pomysl, zeby jeszcze szybko przemianowac hotel np na "Czeczenia" czy jakos podobnie.


Moskwa jest miastem podziemnym. To znaczy - moze nie calkowicie, ale przejscia podziemne pelnia liczne wazne role dla spoleczenstwa tego miasta. Po pierwsze - bez nich liczba ofiar (pieszych) ruchu drogowego bylaby znacznie wieksza. Po drugie - jakos trzeba sie przemieszczac do i miedzy stacjami metra. Po trzecie - stanowia swietne miejsce schronienia dla drobnego handlu - wszelkie kioski z jedzeniem, gazetami, mp-trojkami, podrobami perfum, skorzanymi ciuchami i zegarkami. I tak dalej. Straszny utylitaryzm, typowe tutaj wykorzystanie przestrzeni jednorodnej i nadanie jej wielowymiarowosci.
W sumie, to tak jak sprawa Stadionu Olimpijskiego. Zaprojektowany pod koniec lat 70' na olimpiade w 1980. Obiekt stricte sportowy. W polowie lat 90 ktos zauwazyl, ze sporo przestrzeni sie tam jednak marnuje w oczekiwaniu na wielkie emocje sportowe. I ten ktos zaczal wynajmowac przestrzenie pod trybunami dla widzow. I teraz glowna funkcja stadionu pozostaje niezmieniona (od swieta). Na codzien jest to ruchliwe centrum handlowe. Chaos tymczasowych scianek dzialowych, natarczywa ekspozycja, pelna prowizorka, wpisanie w kosmiczna przestrzen pod plytami widowni, zapyzialosc i krzyk o remont i porzadne zorganizowanie przestrzeni. Ciasnota, podziemnosc - w sumie - ciezka do sfotografowania w jakis lakoniczny, jednorazowy sposob. A z reportazem tam na miejscu jest maly klopot w postaci Bardzo Waznych i Obdarzonych Wladza Ochroniarzy. Kij im w oko, debile.


Order bohatera Zwiazku Radzieckiego, order Lenina, odznaka Przodownika Pracy, medal za Bycie Czujnym... prosze sobie wybrac - co tylko Panstwa interesuje. Jezeli aktualnie nie mamy czegos na skladzie, to sie napadnie na jakiegos obwieszonego baretkami staruszka. Klient (jego kasa) - nasz pan.


nie wiem czemu, ale w tym kraju wszysko jest jakies takie bure. nawet jak jest kolorowe, to ma sie wrazenie, ze przywalone warstewka brudu i kurzu.


mjetro. schody. ruchome. w bardzo nietypowej konfiguracji, bo z prawie bez czlowiekow.

2006-10-05


zarcie dla kosmonautow, szmacznego, pazausta. (tylko bitte lepiej niczego nie dotykac, bo to w muzeum tak lezy)


zolte na czerwonym...

Co to w ogole za glupi pomysl, zeby plac nazywac czerwonym? Mi sie to od razu kojarzy z pokladami okretow floty Nelsona. Tez byly czerwone.

Zeby nie bylo widac krwi.


zapraszamy na druga strone ulicy.
aha, masz tylko jedno zycie.


sufit na terminalach Szeremietiewa to jest cos co naprawde warto zobaczyc. no, co ja poradze, ze blogspot wiekszych fot nie pozwala wrzucic...? to jest taka kompozycja z chyba miliarda mosieznych cylindrow fi 25, wysokich na jakies 15cm. jak bede nastepnym razem, to przyzumuje, zeby bylo wiadomo osso chossi


Na ulicach nie ma kioskow "Ruch'u". Jest ruch. Co ciekawe - bazowy system komunikacji samochodowej zostal zaprojektowany w latach 30-tych. I dopiero teraz zaczyna sie przytykac.


a to jest wyjscie z metra "Marksistskaja". Dodam, ze wyjscie w niebylejakim momencie, a w jedynym momencie kiedy przy -38 na dworze chcialo mi sie wygrzebac oympusa XA z kieszeni i zrobic fotke, zanim mi lapa odpadnie z tego popapranego mrozu. Rzecz w tym, ze metro to taki wielgachny cieplogenerator o napedzie ludzkim. Wilgoc wyprodukowana przez dziesiatki tysiecy pasazerow wydobywa sie na zewnatrz - w suche, mrozne powietrze jako ogromne kleby pary. Ogggromne, mowie! Cos niesamowitego, zwlaszcza, ze mroz = wyzowa, sloneczna pogoda. Tyle tylko, ze naprawde kurde zimno jest.


...taaaa w ogole gwiazdek, sierpow i mlotow i glowek lenina jest w cececepie tyle, ze ich likwidacja jest z gory skazana na porazeke, chyba, ze zastosowac srodki pokroju bomby A. a wiele obiektow pozbawionych tych detali wygladaloby lyso i cierpialoby na dotkliwy brak kontekstu. z drugiej strony ilosc tej symboliki jest gdzieniegdzie taka, jakby architekci dostawali nowego moskwicza za przekorczenie wskaznika 1000 motywow sierpa i mlota na 100m2 budynku.


Suzdal - miasteczko w 100% zabytkowe, 160km na wschod od moskwy. Zaaaaaaaraz, wroc - powiedzialem: w 100%? No, nie - jest siedziba wladz miasta ktora mocno siedzi w latach 70tych XXw. I oczywiscie przed tym urzedowym czyms stoi nieodlaczny pomnik Wlodka Ilicza. W koncu jak jest napisane w instrukcji? "Minimum adin na gorod, poniatna tawariszczi?"


biorac pod uwage powaznie ekshibicjonistyczny stan gostinicy Rassija (po prostu sie ja rozbiera), widze spore szanse, ze pan z fotografii dotrwa do konca robot rozbiorkowych przy tym klocku

2006-10-03


Pan Biznesmen Na Olimpiku (sory za te odlamki w prawym gornym rogu, ale wszelkie kadrowanie zabija ta fote)


Teatr Krasnoj Armii, suwnica na budowie stancji mjetra i pan z panem wyprowadzajacy dziecko na spacer. Priejkrasna rodzinna scenka.


having a bud, watching the traffic...


kot, powazna sprawa. siedzi. obserwuje. kgb pewnie jakies, czy co. ale ani slowa o tym. bo moze tez i slucha?


trendy w architekturze - no rozne bywaja, fakt


brudne? odpada? nie ma problemu.

sie zamaluje.



jedno trzeba przyznac moskwie - wiosna i poczatek lata daja rade. dzien sie wydluza (o ile sie wydluza rano, to cholera wie - nigdy nie udalo mi sie sprawdzic, wieczorem slonce daje dyla dobrze po 21). zachody slonca potrafia trwac i po trzy godziny (to i tak slabo w porownaniu do leningradu). i codziennie jest show na niebie. na ziemi zreszta tez. jest naprawde bardzo-bardzo.

czyli prosze powtarzac za mna - do moskwy przyjezdzac pod koniec maja (moze nawet nie traficie na coroczne 4tygodnie bez cieplej wody w kranie).



The Russian Dream: nowa lada 110 (13-ty model ziguli), niekonczace sie dziury w asfalcie i chata (chwilowo w permanentnym remoncie).


pod mostem, ale mer Luzkov dba, zeby nie bylo zuli.


torcik. normalnie milusi.


W sumie, to dobrze, ze sie nie stukneli przy parkowaniu. Musieliby czekac na DPS, wypelniac jakies formularze, temu lapowka, tamtemu lapowka, jeszcz raz temu lapowka, potem znowu jakies formularze. Horror.


socialismo o' muerte? (sory, nie szprecham po szpansku)


uczmy sie jezykow. a przy okazji mozna podziwiac wysmakowane liternictwo i wywazona kompozycje.



DPS. Na terytorium lowieckim. Ofiary same przyjada... Mowi sie, ze milicjant drogowki w moskwie zarabia kiepsko, bo jakies 7000r (czyli gdzies 900zl). Ta kalulacja ewidentnie nie obejmuje napiwkow. Z reguly to jest 7000 misiecznie i 7000 dziennie. Tak okolo.



zwirek kurde i muchomorek

2006-09-29


prokat kankow. czyli po ludzku: wypozyczalnia lyzew. ja w sumie nie wiem, czy to zdjecie oddaje chociaz ulamek tej zapyzialosci i nanoszonych wiekami na dykte warstw olejnej, ale jedyny sposob zeby to poczuc lepiej to po prostu sie tam wybrac (park gorkiego, lyzwy, czaaaaaaaad... - w zasadzie to jedyna fajna rzecz jaka mi przychodzi do glowy jak pomysle o zimie w moskwie: lyzwy w parku gorkiego w niedziele z samego rana, kiedy wpuszczaja lyzwujacych na krzywy ryj, bo jeszcze zamkniete - a dzieki temu jest cudownie pusto i mozna pomykac na lyzwac z zupelna swoboda)

2006-09-28


piesek, metro... koloryt jest ok, wbrew pozorom ten kawalek rzeczywistosci bardzo duzo mowi o codziennej stronie moskowskogo mjetropolitjena.
to ze metro jest niesamowite i jedyne w swoim rodzaju, to juz wiemy. to jak wyglada zycie z takim podziemnym kompleksem, co sie samorzutnie doczepia do tego organizmu - to juz osobna historia. rownie fascynujaca i kurcze blade - duzo trudniejsza do pokazania niz nieco spatynowany splendor i rozmach metra.


o odwadze z jaka rosjanie dobieraja kolorki niech swiadczy ta klatka schodowa.
nie powiem, zeby to bylo najbardziej harmonijne zestawienie, ani tez zeby - na marginesie - jakosc wykonczenia w jakikolwiek przypominala chociazby wschodnie rubieze (kolejny numer prosze sobie wstawic) Rzeczpospolitej.

ale fakt pozostaje: ruscy kolorkow sie nie boja, i duzo na tym zyskuja. nie ma tego powszechnego u nas pedalskiego "daj jakis kremik, albo piaskowy, czy jakis bezyk delikatny zeby bylo tak jakos ... (nijak)".





2006-09-12



"swoboda" - no w sumie tak. swoboda niezaprzeczalna - ten plakat wisi na ogrodzeniu budowy - czy mieli pozwolenie, czy nie - i tak buduja - to tylko kwestia odpowiedniej ilosci dolarow przelanych na odpowiednie konta. jakby dobrze popytac, to pewnie znalazby sie i poloficjalny cennik. dzizas - mowi sie ze polska jest skorumpowana, ale w porownaniu z rosja to my jestesmy w lesie, uczyc by sie od tubylcow mozna. mam wrazenie, ze tutaj zalatwienie jakiejs sprawy tak jak ustawa przewiduje wywolaloby katastrofe conajmniej na skale awarii czernobyla. tam pewnie tez ktos probowal postepowac punkt po punkcie, wbrew powszechnej praktyce "pol litra i jakos to bedzie". nie czuje sie tu swobodnie.

2006-02-01

Historia o ziolkach.
To bylo tak.
Wlasciwie to co rano sie powtarza.
Codziennie rano przy sniadaniu mamy wlaczony tiwi w kuchni. Z reguly leci pierwszy tutejszy kanal. Na tym kanale z rana leci program w stylu "kawa i herbata" czyli wszelkie bzdury ktore o innych porach nie maja nawet szans na zapowiedz.
Program ten prowadza smieszne indywidua, ktore staraja sie byc eleganccy, dostojni, powazni, dowcipni i wyluzowani. Wszystko naraz. Tego nawet Czak Noris nie potrafi...
(odglos kopniecia z obrotu)
Przepraszam.
To tylko Czak Noris potrafi.
Program przeplatany jest takimi krotkimi wstawkami w stylu "domowe porady" w ktorym uczymy sie z rurki i sznurka zrobic pedzelek ktorego nie trzeba myc; jest sekcja "dizajn" (ktos z chlopakow slusznie zauwazyl, ze jak ruskie mowia "dizajn" to nalezy wiac w poplochu - wychodzi na to, ze wlasnie w ten sposob zalatwili Towarzyszy Hitlera i Napoleona). Sa tez zwierzenia jakiegos globtrotera od siedmiu gor, siedmiu morz i siedmiu bolesci.
I najwazniejsza sprawa - domasznaja medicina.
Zaczyna sie toto czarno-bialym wprowadzeniem w stylu 997, ze oto obywatel Jakis Jakisimowicz Jakistam zlapal chorobsko, posliznal sie albo narzeka na zylaki. Po tem obywatel osobiscie we wlasnym mieszkaniu (podtrzymuje tu zdanie n/t "dizajnu") zwierza sie jak to ciocia/wujek/kolega z pracy/sasiadka polecila nastepujaca miksture.
I nastepuje proces przygotowania.
Z reguly na stole stoi kilka przypadkowo dobranych miseczek w kwiatki czyco, jakis czajniczek z woda parujaca, wszystko na tle mebli ktore wlasciciele wystali w kolejce jeszcze w latach 70'. Obowiazkowa serwetka na stole, troche poprzypalana od petow.
Szaman-poszkodowany z reguly wsypuje ilestam lyzek jakiegos zielska, dosypuje jakiegos innego zielska, zalewa woda, czeka i potem raz-ciach jest mu dobrze, wszsytko przechodzi.
Po czym nastepuje wypowiedz prawdziwego lekarza "bla-bla-bla to oczywiscie nie ma szans dzialac, zwroccie sie o pomoc psychiatry".
Oczywiscie receptury codziennie sa takie same. Chyba. Zawsze jakies zielsko+inne zielsko, zlaac woda i jest lepiej.
Moze w przyszlym tygodniu bedzie dlugo oczekiwane lekarstwo na raka?
"Pan Iwan Iwanowicz Sobiemyjew umarl w wieku 11 lat. Kolega z zaswiatow polecil mu nastepujacy wywar. Mieszamy, pijemy dwa razy dziennie po szklance. Po tygodniu Iwan Iwanowicz byl juz w pelni sil i wrocil do szkoly, w sam raz na klasowke z matmy"

Malo pisze cos ostatnio, nie?
Powinienem cos napisac. Po to jest ten blog.
Co, znowu o pogodzie? Moze byc.
Po tych mrozach, ktore notabene wybraly sie potem do Polski i tam ciachnely prawie dwie setki ludzi, jezeli nie liczyc tych z konta sniegu... no, ale zbaczam z tematu. Po tych mrozach kazde -10 a tym bardziej -5 (zwlaszcza jak nie ma wiatru) to jak wiosna. Czlowiek chodzi w samym podkoszulku, czasem sobie skarpetki zalozy. Czlowiek o imieniu Iwan, Sasza czy Jewgenij oczywiscie.
Poza tym to dziwne, ale przy takich porzadnych mrozach w okolicy -25 Moskwa wyglada niesamowicie. Pisalem juz pewnie, albo i nie pisalem, ze jak sa mrozy to przewaznie swieci slonce. I wszystko jest spowite klebami pary. I to jakos pasuje do tego miasta. Natomiast jak temperatura spada do marnych -10, wtedy samochody na powrot zaczynaja przerabiac swiezo spadly snieg na czarne bloto. I robi sie szaro.
Srednio fajnie.
Z drugiej strony, cieplejsza pogoda oznacza - bylo-nie-bylo - mozliwosc wyjscia na dwor w normalniejszych warunkach.
Mozna wtedy nie zamarzajac np pojezdzic na wyzlach. W parku gorkiego na ten przyklad. Akurat tam wszystkie sciezki sa na okazjie zimy zamieniane w system lododwych drozek, i od gdzies dziewiatej rano do polnocy stada ludzi pomykaja na wyzlach po lodzie.
Jest oczywiscie caly life support prawdziewgo rosjanina, czyli wszechobecne budki z herbata i alkoholem.
Proporcje zuzycia wydaje mi sie, nie wymagaja komentarza.
Ciezka sprawa, bo jak sie przejezdza kolo grupki takich chuchajacych tubylcow, to mozna upasc.
Jeszcze inna strona historii jest taka, ze upasc jest i tak latwo, jak ktos (wychodzi na to) od 10 lat nie mial wyzlow na nogach.
Tak. A wydawalo mi sie, ze to jak z jazda na rowerze.
Tez mi wytlumaczenie. Na rowerze jednak ciut czesciej jezdze.
Tyci-tyci.
Dwie godziny ostrego lapania rownowagi jednak sporo daly, bo na drugi dzien bylo jakby latwiej. I juz nawet wpadaie na ludzi przebiegalo w jakis taki bardziej kontrolowany sposob.
Lekarz mowil, ze nie powinienem sie zbytnio martwic podwojnym otwartym zlamaniem piszczeli z przemieszczeniem. Podobno przechodzi jak sie wypije jakiez ziolka.
Aaaa, nie, czekajcie - to na nartach!
Wyzly wychodza calkiem przyjemnie, nawet w kwestii zderzen, bo czesciej sie po zderzeniu robi jakiegos pirueta z przygodnie 'wpadnieta na' osoba, niz zalicza glebe.
Ale ziolka na leczenie wszelkich przypadlosci to osobna historia.

2006-01-19

Wyglada na to, ze sprawozdania pogodowe zaczynaja odgrywac dominujaca role w tym blogu.
Mozecie na mnie zaczac mowic Wicherek.
Ale tak: mrozek, wyz i leciutki tylko wiaterek powoduja kilka ciekawych zjawisk do ogladania.
Hm, ciekawych - po prostu - fajnie wygladajacych.
Przede wszystkim - jest ladnie, slonecznie.
Doskonale.
Ze wzgledu na wzglednie niska temperature powietrza wszystko co wydziela z siebie choc odrobine wilgoci spowite jest klebami pary.
Ludzie.
Samochody (normalnie rajd Kenii).
Stacje metra.
Te ostatnie sa w srodku oczywiscie normalnie +20 jakos, wiec przy otwieraniu drzwi wydostaja sie z nich ogromne kleby pary.
Gdyby nie to, ze lapy odpadaja na tym popapranym mrozie, to bym wszedzie zdjecia robil.
A tak - zachecam do poruszania swoja wyobraznia troche.

Pogoda w najbliższym czasie będzie razej stabilna.
Przynajmniej do konca tygodnia bedzie utrzymywac sie w strefie temperatur srednich.
Średnio gdzieś -27.
Oprocz tego normalnie.
Nawet slonce ladnie swieci.
Za to samochody stały sie nagle jakieś krnabrne.
Masowo. Nie bardzo wiem jak to wytlumaczyc.
Troche sie przeszlismy dwa dni wczesniej, jak z porannego -0.5 zeszlo do godziny 18 na -19.
Wlasciwie to daje rade, moze gdyby nie to, ze jest cholernie zimno, a poza tym nie bardzo widac ktora czesc chodnika jest zamarznieta woda, a ktora to milutki chropowaty asfalt czy beton.
Z kolei dzisiaj, teraz mielismy jechac na chate, no, ale sie akurat srebrny samochod wzial i uparl, ze nocowac to on bedzie tutaj.
Co poradzisz. Wiekszy jest od nas, probowalismy sie przepychac i wstyd przyznac - ale potraktowalismy go troche pradem...
Widac mial jakis wazny powod.
Gorzej, ze auto Koli zaczelo w miedzyczasie kichac olejem. Skadinad ciekawostka jest juz fakt, ze olej wyplywal, a nie np odpadal kawalkami.
Na szczescie brygada Ryzykownego Ratunku z Olimpika byla jeszcze na tyle trzezwa, zeby sie po nas wybrac niezawodnym zielonym autem, ktore z rana odpalilo mi grzecznie za trzecim razem.
Szesc osob spokojnie wchodzi do Nissana Primery, zwlaszcza, jak sie ta szosta osoba polozy ludziom z tylu na kolanach.
No, a dzisiaj rano zielony byl nadal grzeczny, ale dla kogos innego. Spacerek do metra - w sumie jakies 8 minut. Policzki i nos do wymiany. Ilosc wody w nosie - niec ponad norme, ale zadnych katastrof.
Po dosjsciu z Taganki do pracy mialem juz troche twarz do wymiany.
Musze sobie kupic taka szminke do ust jakas.
Np. rozowa, albo karminowa. Jeszcze sie zastanowie.

2006-01-16

No, ok. Troche zimno sie jednak zrobilo.
W sumie - zima jest, wiec jak ma byc?
-0.5 rano, -20 wieczorem?
Co za roznica?
I tak tylek odpada.
Jednak z trwoga spogladam w przyszlosc.
A nuz przyjdzie ten straszny czas, gdy trzeba bedzie wlozyc kalesony?

Najonowszy raport pogodowy.
Jak ktos sie zdazyl przyzwyczaic do czystego auta, dobrej widocznosci i normalnej przyczepnosci do asfaltu to moze sie zaczac odzwyczajac.
Sniezek
Od rana i coraz gestszy.
No, ale z drugiej strony - przeciez o to chodzi w zimie, nie?
(tak sie pocieszaj)

Maly update co do pogody.
Podobno ma sie w tym tygodniu zrobic -30.
Albo dzisiaj.
Ale sa sprzeczne informacje.
Zobaczymy.
Okazuje sie, ze mamy za oknem termometr.
Dla jego dobra... niech on lepiej pokazuje grzecznie te okolice zera, ok?

2006-01-15

Wprowadzilismy sie do nowej chaty.
To znaczy, hmm.. inaczej.
Zaraz po przyjezdzie znowu trafilismy na Szczemilowski do Magdy i Lukasza. Wrocili z Argentiiny, i musieli cos zrobic z winem.
Wiec wprowadzenie sie do mieszkania polegalo na wrzuceniu walizek do przedpokoju i wyjsciu spowrotem, o od nas to rzut kamieniem.
Wrocilismy dobrze po 2 w nocy, wiec jak sie kladlem spac to byla 4.30.
Ale bylem rozpakowany, odkurzony i juz jako tako osiedlony. Prawie jak na dzikim zachodzie.
Gorzej, ze nastepnego dnia trzeba bylo sie podniesc przed 7 (indianie).
W pracy oczywiscie tego dnia byl sajgon, bo wszyscy dookola - Wroclaw, Moskwa - byli o jakies dwa tygodnie do przodu jezeli chodzi o same maile, o waznych sprawach nie wspomne.
Aha - no i nie mamy chwilowo w robocie mikrofalowki, co oznacza kleske glodu. Podobno nie ma tez ekspresu do kawy, ale i tak nigdy nie wiedzialem jak to ustrojstwo wlaczyc.
Anyway, wprowadzanie do mieszkania sila rzeczy troszke sie rozciagnelo w czasie. W sobote wybralismy sie na zakupy takie troche wieksze i mamy juz np. w koncu taki dosc duzy kosz na smieci (aczkolwiek juz chyba sie okazuje za maly, tylko nikomu sie go nie chce wyniesc).
Mamy tez juz ladnie sie zapowiadajaca kolekcje butelek po Starym Mielniku, ktore w zalozeniu maja utworzyc scianke attykowa szafek kuchennych, a potem sie wymysli cos rownie absurdalnego (to zmartwienie na przyszly tydzien).
W ogole sporo osob nas odwiedza.

2006-01-14

Bardzo ostroznie nalezy tu parkowac.
W sensie - trzeba byc bardzo przewidujacym.
Kierowca audi A4 (gora siedmioletnie, czarne) ewidentnie nie wzial wszystkich czynnikow pod uwage, gdy parkowal na wewnetrznym dziedzincu kolo naszych biur.
Oczywiscie - to bezpieczne miejsce, za brama, z ochrona, ograniczonym dostepem itp.
Co? Ufo mialo na niego spasc?
Hm, chociaz po co ufo, jak wystarczy dzwig?
No co? Duzy pojazd, kierowca ma inne rzeczy na glowie, niz patrzec gdzie cofa.
Tak byl przekonany, ze z tylu nic nie ma, ze audik ma totalnie zgniecione pol bagaznika i pol maski.
Bo jakos sie tak nieszczesliwie zlozylo, ze stal przodem do sciany budynku.
Krhrhhrhrhrhrhhhh.
Ups.

2006-01-13

Ruscy nadal jezdza tak jak to opisywalem wczesniej.
Roznica teraz polega na tym, ze mamy chwilowo czyste auta, czyli costam widac przez szyby.
Do pierwszych opadow pewnie...
W ogole - tu jest znowu cieplej niz w Polsce. Ponoc bylo juz -20, ale do konca stycznia ma byc raczej -2.
Noo, na to, to sie zgadzam.
I jeszcze tu za uchem podrapac.

2006-01-12

Latanie jest niesamowite.
Pewnie piloci moga powiedziec na ten temat duzo wiecej, ale... hmmm...
A moze kiedys zostane pilotem?
No, niewazne.
Wystartowalismy z Wroclawia, godzina 12.bodaj 15. We Wrocku slonko dobrze sobie radzilo z rzadkimi chmurkami - pogoda byla generalnie mglista, acz sloneczna. Taka pozytywnie nastawiajaca do rzeczywistosci. Chmury tworzace ta mglista atmosfere okazaly sie miec przedziwna wlasciwosc przepuszczania slonca na ziemie, ale jednoczesnie skutecznego zaslaniania wszystkiego na ziemi.
Napisalem wszystkiego?
Hmm.
Mialem na mysli - wszystkiego ponizej 40m.
Wyobrazcie sobie oslepiajaco biala, jednolita, lekko tylko pofaldowana powierzchnie bitej smietany, z ktorej w pewnym miejscu wystaja dwie wykalaczki. Kominy elektrowni.
Pierwsze wrazenie jest niesamowite. Zaraz potem mozna sie jeszcze dopatrzyc poltegoru i olowka i kredki. A gdziestam jeszcze placze sie katedra. Przypominam - bita smietana, nad nia czystoblekitne niebo i oslepiajace slonce.
Chocby probowac byc zblazowanym globtroterem - no coz - to wyglada dosc interesujaco.
Interesujace jest rowniez wyczuce odleglosci i zasegu widzenia.
Juz wyjasniam.
Daleko na wschod od Wroclawia nad powierzchnie bitej smietany wyskakuje srebrzystobialy delfin. Oczywiscie - nie delfin, tylko kleby pary, ktore akurat wymyslily, ze beda wygladac jak delfin. Naturalnie, w koncu jestesmy dorosli - wiemy, ze delfiny nie wyskakuja ponad chmury.
No wiec wiadomo tez, ze to jakas elektrocieplownia tak sobie paruje. Na wschod do Wrocka - wiec musza to byc siechnice.
Ale zaraz.
Siechnice... to patrzac na relacje pewnych elementow Wroclawia wystajacych ponad chmury, powinny byc jakos blizej.
Faktycznie.
Sa.
Duzo blizej.
I nawet jakos tak bardziej w tym miejscu.
Ok, to nie Siechnice.
Wiec co.
Podpowiedz: jeszcze troche dalej, obok delfinka, z bitej smietany wystaje taka ciemniejsza soczewka.
A obok niej, ledwo widoczne grzywacze, czyli tez jakis parujacy zaklad przemyslowy.
Gora sw.Anny.
Czyli jakies 130-140km od Wroclawia.
Z 5.5km nad ziemia, czyli w sumie nie taki znow kosmos.
Dobra lornetka i mozna prowadzic niezle rozpoznanie taktyczne.
O tym, ze widac takie drobiazgi jak: Sleza, Karkonosze czy polyskujaca sznurowke Odry nie musze chyba wspominac?
Niesamowite jest tez to, ze caly czas slonce daje 120% normy, jak klasyczny stachanowiec.
Brawo dla slonca, acz jest to z deczka mylace jak sie juz czlowiek zdazy przyzwyczaic, a tu nagle sie okazuje (nagle = po ladowaniu w Warszawie), ze ziemie od tego sloneczka dosc skutecznie odgradzaja chmury.
Konkretnie, to chmury towarzyszyly nam do jakichs 70-120m nad ziemia. Niepewnosc to chyba dobre okreslenie tego co czlowiek czuje podczas schodzenia do ladowania, gdy jak samolot wchodzi w chmury z ktorych wystaja juz jakies kominy i maszty.
Z kolei lot klasa biznes (jako rekompensata za odwolanie lotu dzien wczesniej) jest o tyle mily, ze jest ciut wiecej miejsca, jest zdecydowanie ciszej, dostaje sie wiecej napojow i to bynajmniej nie w plastikowych kubeczkach. Az szkoda, ze lot trwa tak krotko.
Jak dla mnie najwieksza atrakcja byly sztucce firmowe LOTu. A zwlaszcza noz.
Bo tak: widelec i lyzeczke podaja metalowe, ale noz sie dostaje plastikowy, przezroczysty taki. Pewnie spelnia jakies tam normy.
A widelcem mozna w razie czego tez zakluc stewardesse jak poda zimne zarcie albo jest niemila, nie?
(sztucce bardzo ladnie sie prezentuja w naszej szufladzie)

Ha, no i znow w tym pieknym kraju.
Pewnie sie powtarzam, przynajmniej w stosunku do niektorych, ale - przyjazd tu po raz pierwszy to byla faktycznie atrakcja. Po miesiacu klikania w autocada w biurze we Wrocku to bylo: a. cos zupelnie innego, b. zupełnie gdzie indziej, c. przesiadka z jednostajnej pracy we w miare ustalonych ramach czasowych na duzo bardziej zmienne i nieprzewidywalne godziny robienia bardzo zroznicowanych rzeczy. Zmiana - pod wzgledem atrakcyjnosci, zajmowalnosci - in plus.
Teraz to byl powrot z urlopu do pracy. Sorry, nie wiem jakim pracoholikiem trzeba byc zeby sie z takiego czegos cieszyc. Mi tam na urlopie bylo dobrze.
Oczywiscie to nie tak, ze siedze i wale glowa w sciane "ja chce do domu". To raczej delikatne zauwazenie faktu zmiennosci dziejow i tego jak podobne fakty nie sa jednak takie same.
Koncze, bo widze, ze mi sie wywod filozoficzny zaczyna, a to nie wrozy zbyt dobrze wskaznikom popularnosci bloga, ktore oczywiscie z uwaga obserwuje (tak, tak, moi Panstwo!)

2005-12-19

ktos powinien mocno kopnac w dupe naszych kochanych politykow. naszych - w sensie polskich i ruskich. zreszta - tak w zasadzie - to wszystkich politykow nalezaloby raz i porzadnie kopnac w dupe. chocby dla zasady. i wlasnego zadowolenia.
ale nie o tym mialem pisac.
chodzi mi o podejscie tubylcow do obcokrajowcow.
tu, u nas, u nich, w ogole wszedzie (moze poza jakimis ortodoksyjnymi kilerskimi panstwami w stylu iran czy cholera wie co jeszcze).
nas ruscy maja - wg politukuf i swiatlej telewizji - nie lubic. bic po mordzie i w ogole byc niegrzecznymi i raczej niegoscinnymi.
strach normalnie wychodzic na ulice.
zreszta i tak, zaraz rozjada samochodem, wiec w zasadzie wsio rawno.
tylko kurde, praktyka jakos nie potwierdza animozji pl-rus.
ze trzy razy w jakiejs rozmowie z przedstawicielami tubylcow napomykalem cos o polsce i za kazdym razem mialem w zwiazku z tym bonus jakis.
chocby w postaci przyjaznego usmiechu rozmowcy, ktory do tej pory zachowywal chlodna obojetnosc.
co innego z tym rozjezdzaniem przez samochody.
ale tu nie ma zadnego rozroznienia wedlug narodowosci.
polityka rownego braku szans.

troche nie wiem jak w tym kontekscie przestawic typowo rosyjska powierzchownosc, a przyjamniej taka, z jaka mialem juz okazje sie zetknac.
przede wszystkim - mlodzi ludzie sa strasznie dorosli. ale juz jestesmy duzi, ho-ho! plaszczyk, kancik, lakierki, aktowka, wasik i zagubiona minka. tudziez - dwa kilo makijazu, nalakierowane wlosy i futro. skonczylismy wlasnie 20lat, nie przystoi sie juz usmiechac.
tak to przynajmniej wyglada w metrze. nie wiem - moze tam nie wystepuje reprezentatywna grupa spoleczna, ale jakis przekroj musi byc.

z innej strony - panie w sklepie bywaja mocno zaskoczone i z deka zdezorientowane gdy uslysza "zdrawvstvujtie", "pozhalsta', "spasiba" i "dasvidanija". widac sa niczym psy pawlowa przyzwyczajone do trybu rozkazujacego i naburmuszonej miny.
to jest standart, na szczescie jak ktoras z pan czy panow prowadzi swoj wlasny straganik to juz wyglada w miare normalnie. jak widac, reguly gospodarki rynkowej do niektorych juz dotarly.

to sa te tutejsze absurdy.
jedni jezdza mercami ktorych jeszcze nawet niemcy nie zaczeli dobrze produkowac. drudzy jezdza produkowanymi do tej pory ziguli. to sie przeklada na wszsytkie dziedziny zycia.

rozwalil mnie opis a'propos jednej ze stacji metra.
korytarze prowadza tu i tam. w normalnej sytuacji pasazer przechodzi tedy i tedy. no, ale jak sie spieszy to oczywiscie moze zlamac reguly i zrobic sobie skrot pod prad.
super, normalnie super.
czyli jak wszystko jest normalnie - to reguly obowiazuja. a jak sie spiesze - to sie je ignoruje.
jakie to proste.
no, w koncu - jest powod.
oni tu tak samo jezdza samochodami, ustalaja ceny w sklepach, projektuja, buduja.

ciekawa jest sprawa zatrudnienia/bezrobocia. z tego co wiem - w moskwie problem bezrobocia nie istnieje. reszta kraju, no, moze pomijajac Peersburg to zupelnie inna historia. ale poniewaz siedze w moskwie, to pozwole sobie zignorowac prowincje.
stolyca w takim razie.
no, coz - nie dziwie sie, ze bezrobocia tu nie ma. ilosc osob sprzatajacych zdecydowanie przekracza srednia europejska. na ulicach - juz kiedys wspominalem - nie uswiadczysz odpadkow. panie sprzatajace w metrze tez maja pelne rece roboty. troche tym rekom brakuje dokladnosci i checi zagladania w zakamarki, ale na to tylko zboczency mojego pokroju zwracaja uwage.
najlepszy motyw polega na tym, ze pani zamiatajaca schody nic sobie nie robi z tlumu pasazerow zwalajacych sie po tych schodach do metra w godzinach szczytu. zamiata i juz.
a juz w ogole mistrzostwo swiata to pani sprzaczka wielofunkcyjna w naszym kultowym klubie "Relaks".
No, po prostu wyobrazcie sobie sytuacje.
Caly parkiet (moze to troche gornolotne okreslenie?) skacze w rytm np. Mein Hertz Brennt a pani wielofunkcyjna pomyka miedzy ludzmi z mopem.
Do tego ponoc niezle radzi sobie z udzielaniem pierwszej pomocy. No, imprezy w "Relaksie" sa dosc zywiolowe, nigdy nic nie wiadomo.

rozwiazanie problemu bezrobocia samym sprzataniem? to byloby za proste.
wielki brat ma na to wiecej pomyslow.
np wjazd na parking na garbuszce jest wyposazony w pelni zautomatyzowany system dystrybuowania aut na wolne miejsca postojowe. kazdy szlabanik jest wyposazony w inteligentny czujnik, ktory dba o podniesienie lub opuszczenie szlabanu gdy miejsca sa lub ich nie ma.
przewaznie czujnik taki jest ubrany w panterke i ma na imie siergiej, wania, sasza czy inny jewgienij.
automaty pobierajace oplate za parkowanie nosza z kolei zenskie imiona.
slyszalem tez o specjaliscie od trzymania takiej paskowanej tasiemki odgradzajacej miejsce jakiegos remontu drogowego czy czegos w tym rodzaju. gosc stal, trzymal tasiemke, i czasem ja podnosil, jak inny ktos przechodzil np z lopata czy taczka. byl przy tym interaktywny. ktory inny slupek tak potrafi?
jak masz minimum dwie nogi (rece sa generalnie zbedne, ale moga sie przydac - o tym dalej) mozna dostac prace w centrum miasta - na arbacie - jako ruchoma tablica reklamowa (rece sa o tyle wskazane, ze dzieki nim tablica ma mniejsze tendencje do zsuwania sie z korpusika).

i co?
z jednej strony - to wszystko absurd. ludzie niepotrzebnie stoja na mrozie, niepotrzebnie machaja miotlami czy scierkami. robia rozne debilne rzeczy.
ale.
ale maja zajecie.

ciekawy kraj, nie?

2005-12-17

ciekawa sprawa.
blotko, szlamik, spaliny, kurz, sadza.
pewnie tez smog jakis, ale nie wiem, bo szare opary zaslaniaja wszystko.
jest tu tego troche.
nasze okna wychodzace na sadowe kalco... hmmm... byly dzisiaj niby myte, ale dlugo czyste nie pozostana.
tylu, tak uwalonych samochodow nie zobaczysz nigdzie indziej - pozwole sobie zaryzykowac takie stwierdzenie (statystyki sa po mojej stronie).

czekam zatem na dobre wytlumaczenie faktu, jak to sie dzieje, ze budynki sa czyste.
nawet te bezposrednio przy sadowym kalcu. przy leningradce.
tam gdzie auta efektownymi fontannami rozbryzguja szlamik.
wszystkie budynki, nie tylko same reprezentacyjne jakies, czy zabytki. prawdziwie socjalistyczny ideal bezklasowosci.
swietnie. czysciutko.
ale dlaczego?
ha?

2005-12-08

laptopy nie sa wodoodporne.
najbardziej ucierpialy (i tu uwaga dla fanow "ulicy sezamkowej"):
-literka 'p'
-klawiszc 'backspace'

zaniepokojonych spiesze uspokoic - oboje sa juz w swojej dawnej formie
(prostokatnej)

Cos dlugo nic nie pisalem (pomijajac poprzedni post, ale to ctrl+c, ctrl+v, wiec sie nie liczy).
Jakos tak wyszlo, ze nie bylo kiedy, nie bylo o czym, nie bylo hmm.. no, nie ochota na napisanie byla.
Tylko przewaznie w takich momentach, ze klawiatury ńjet w zasieku palcow.
Tak sobie przegladam to co lezy na blogu, to co jeszcze gdzies mam w strzepach maili, rozmow gg. Porownuje to z tym co mi ciagle lata po glowie, i widze, ze blog biduje.
Noł gud.

No to co?
Moze wezme na tapete metro moskiewskie?
a co.
temat dobry jak kazdy inny.
Jak wyglada juz pisalem, zreszta sa stronki, mozna poogladac foty, pozwiedzac stacje, niemal tam byc.
Niemal, bo brakuje przewaznie na tych zdjeciach ruchu. Ludzi.
Co w sumie jest dosc dziwne, bo nie spotkac ludzi w metrze to swojego rodzaju osiagniecie.
Ich tam jest kurde pół moskwy. W godzinach szczytu to jest bezustanny potok ludzkich glow nadzianych na korpusiki dzwigajace teczki, plecaki, torebki.
Jednostajny rytm, nie ma pospiechu. Wszystko plynie. Jakas taka osobliwa rzeka. Dostarczana w zgrabnie zapakowanych pakiecikach pociagow. Oczywiscie - tu i tam pojawia sie ktos kto sie bardziej spieszy - nie ma problemu. Na schodach ruchomych ludzie karnie stoja po prawej stronie, zostawiajac przejscie po lewej. Zamieszanie jakie jest nieodzowne momentowi wejscia na schody to tak na oko proces porzadkowania chaosu, czesania wlosow z rana (czego w sumie nie robie, hmmm...).
Wszycy ci ludzie maja wbrew pozorom wiele ze soba wspolnego.
Nie - nie mam na mysli jezyka.
Wszycy wykorzystuja metro zeby dostac sie skads dokads. To ich laczy, spaja w ten ciagly strumien lemingow przelewajacych sie przez perony, schody, tunele, korytarze, przeciskajacy sie przez waskie wahadlowe drzwi...
Jak sie tak w pewnym momencie spojrzy z dystansu na to klebowisko o charakterze tlumnym, to jest taki moment, ze przez glowe przelatuje mysl "o kurde, ale tu ludzia! a ilu jest na zewnatrz. i na innych stacjach. i w budynkach. duzo tego". spojrzenie z dystansem wrzuca mnie niemal przed ekran filmu dokumentalnego. takiego niezbyt mlodego. efekt poteguje scenografia. bardzo uboga. bardzo zgrubna. bardzo niemal szkicowa. dekoracje metra bywaja subtelne. moze to byc wysmakowany kroj cyrylicy, niesamowite grafiki czy plaskorzezby. ale dominuje siermiezny utylitaryzm. schody ruchome zjezdzaja na dol po prostu w rurze. otynkowanej na bialo, oblozonej jakimis dziwnymi lamelami. caly czas jest to rura. reklamy na scianach, gdyby nie tekst pisany cyrylica - wygladalyby totalnie nie na miejscu. z glosnikow gesto dekorujacych schody ciagle nadawane jest hmm.. cos - czasem jakies przedluzenie reklam, czasem informacje dla pasazerow. rownie dobrze moglby to byc wyklad orwellowskiego Wielkiego Brata. w tym monotonnym otoczeniu, naglasnianym w radosnie-mentorskim klimacie czlowiek latwo staje sie czescia tlumu. krok sam sie dostosowuje do kroku wszystkich naokolo.
glupio, nie?
nie ma sie co spieszyc - pociagi w szczycie zganiaja sie nawzajem z peronow. nawet przed samym zamknieciem jezdza co 5minut. spokojnie.
stacje sa rozne. tzn. perony i wejscia. elementem wspolnym jest rura ze schodami, bywa ze dosc dluga. elementem wspolnym jest w sumie dosc kiepski system oznaczen - nie jest czytelny na pierwszy rzut oka. trzeba sie przyzwyczaic, nie ma letko. w gruncie rzeczy - funkcjonuje to zupelnie niezle.
na niektorych liniach metro schodzi calkiem gleboko - jazda z taganki na kitaj-gorod oznacza przelykanie sliny dla wyrownania cisnienia (w druga strone tez dziala jakby sie ktos pytal)
czyzbym zaczal pisac banaly?
znaczy czas konczyc

2005-12-07

ostatnie dwa dni mialem okazje przeprowadzic kilka interesujacych eksperymentow w zakresie jazdy samochodem.
szczegolne warunki obejmowaly:
- obnizona widocznosc
- zupelny brak widocznosci

materialy uzyte do doswiadczen:
1. nissan primera 1.6 koloru ciemnozielonego - sztuk 1
2. ulice moskwy w zakresie dojazdu i powrotu z pracy - sztuk ...no, kilka
3. brud, blotko, szlamik - wszystko co samochody byly uprzejme podniesc z ulicy i co grawitacja byla sklonna umiescic na szybach skladnika nr.1
4. jeden przecietny kierowca + 3 przerazonych albo spiacych pasazerow
5. inni kierowcy, rosyjskojezyczni (z wlaczona niesmiertelnoscia i ignorowaniem zniszczen auta)

wnioski sa dosc ciekawe
- obnizona widocznosc nie ma znaczenia, tak dlugo jak ludzie dookola ciebie wpadna na pomysl, zeby wlaczyc swiatla. poniewaz obnizona widocznosc jest standardowym warunkiem w jakim odbywa sie ruch uliczny w moskwie, wiec nie ma co przezywac, ze co 20 kierowca tych swiatel zapomni wlaczyc.
w koncu i tak jest pijany.

- zupelny brak widocznosci. hmmm, no zdarza sie. co zrobic. jak osiem osob potrzebuje naraz trzech samochodow, a gosc ktory sie ma nimi opiekowac nie ma na to czasu. nasz ciemnozielony samochod byl ostatnio bardziej szrobrazowy niz cokolwiek majacego blizszy zwiazek z zielenia.
mam na mysli rownomiernie szarobrazowy, no, moze z wylaczeniem przedniej szyby, ale co to ma za znaczenie?
widocznosc do tylu jest zerowa. w lusterkach widac szara mase, ktora czasem jest bardziej szara, a czasem troche mniej. tylna szyba jest duza szara masa.
wyczuwanie, czy nie wjezdza sie komus przed maske polega na bacznym obserwowaniu odblaskow na roznych zalamaniach powloki szaroburej. dobrym sposobem okazuje sie tez przyspieszenie, zeby pozbyc sie poowdow na patrzenie w lusterka.
bardzo przydaje sie slepa wiara we wlasna niezniszczalnosc.
mozna tez zamknac oczy i uwaznie nasluchiwac. to jest nawet niezly sposob, ale trzeba wtedy sciszyc radio, co moze oznaczac bunt na pokladzie.

aha - szkoda czasu na zabawe w parkowanie rownolegle tylem. a nuz sie trafi na jakies auto mafioza? po co sobie psuc dzien. zdecydowanie odradzam.

moze wdrozyc najprostsze rozwiazanie - wyhodowanie dodatkowych trzech par oczu ?

2005-12-01

Ok, juz mi przeszlo.

Bez sensu.
Nikt nie komentuje.
Moja tfurcza dusza miota sie w prozni.

2005-11-30

Trzy i pol tygodnia.
Tyle czasu czekalem na sloneczny dzionek.
Dzisiaj bylo ladnie.
Kolorowo, widok po horyzont.
Slonce rano robilo fantastyczny klimat w biurze.
Szkoda, ze akurat siedzialem na zebraniu.
Moze jutro sie uda.

Aha, z tym jezdzeniem autem tutaj, to chyba mam pecha, bo dzisiaj zmienialismy kolo w drodze do pracy.
Flak i juz.
Dobrzy rosjanie przed ktorych sie wcisnelismy wyjezdzajac spod wiaduktu proboawli nam dawac sygnalyze cos mamy malo powierza dosc.
Swietlne sygnaly, i glosowe.
Jakby sprobowali sygnalow dymnych albo tymi fajowymi choragiewkami, to co innego,a tak...
No oczywiscie ze ich zignorowalismy.
Przeciez na pewno chcieli wyrazic swoja delikatna dezaprobate na fakt bezceremonialnego wcisniecia sie przed nich w korku.
A kazdemu z nas wyobraznia podpowiadala, ze ruski kierowca to pewnie potrafi taka dezaprobate wyrazic.
Kluczem do kół.
Sytuacja faktycznie okazala sie miec duzo wspolnego z kluczem do kól, bo analiza stanu naszego ogumienia dokonana zaraz za skrzyzowaniem wyraznie sklaniala NAS do siegniecia po to narzedzie zbrodni.
Przy okazji, dzieki fantastycznemu systemowi oznaczen eksploatacyjnych firmy nissan, udalo mi sie zgiac prog podczas podnoszenia auta.

2005-11-28

Tomek N. (15:04)
A widziales jakies cuda motoryzacji w maskwie?
The ja (15:04)
Tutaj to jezdza, staaary, jezdza najnowsze modele wołgi
Tomek N. (15:04)
Nawet nie wiedzialem ze wolge dalej tluka
The ja (15:04)
Stara wołga obwieszona dekoracjami i z innymi swiatlami z przodu i z tylu = nowa wolga.
Prawie jak polonez atu, ale lepiej.
Tylu modeli ład w zyciu nie widzialem.
Nawet najnowszy model 1.5GTI. (www.lada-auto.ru)
Z drugiej strony - jezeli jeszcze nie widziales najnowszego wozidelka na ktore nigdy nikogo nie stac - to tu jest wlasciwe miejsce zeby je obejrzec w sporych ilosciach.

Tylko troche brudne beda przewaznie.

Stalem sobie przedwczoraj w domu przy oknie wychodzacym na 2-kalco - 14 pasmowa obwodnice - i tak liczylem ile wypasionych aut przejezdza. Lexusy, nowe A6 i A8, volvo S80, range rovery, grand cherokee, beemki 5 i 7, hummerek H2. w koncu stwierdzilem, ze dosc tego gapienia sie, trzeba sniadanie zrobic.
"Tylko jeszcze poczekam na jakis wypasiony wozek".
Tylko to pomyslalem i przejechala swiezutka S-ka.

A ostatno w korku stalem za AMG SLK-55 (cirka 500KM i podobno warkot robi jak Bf-109 conajmniej E-3)

2005-11-27

Charakterystyczna rzecz, jaka rzuca sie w oczy jak sie oglada ruska telewizje. U nas sa jakies niemrawe akcje w sylu "Teraz Polska". A ruscy najnormalniej w swiecie mocno podkreslaja, ze ruskie=dobre. Ruskie ogorki sa najwieksze, samochody co prawda z Japonii, ale jezdza po ruskich drogach. Mocno reklamowana jest krajowa zbrojeniowka. Tak jakby ktos dobrze rozumial, ze warto promowac krajowa gospodarke.
Oczywiscie Rosja to zacofany kraj. Gdzie jej tam do Polski.

Wczorajsza pogoda nieszara miala oczywisciew wiecej plusow niz samo bycie nieszara. Pierwszy raz faktycznie bylo widac wieze TV Ostankino.
Normalnie widac ja pewnie z calej Moskwy. Ponad 500m zobowiazuje.
Norma ewidentnie nie przewiduje ciaglego szaroburego zachmurzenia.

Wyglada niesamowicie.

A wieczorem wokol samego czubka tworzy sie niewielka chmurka, pewnie sprawka jakichs nadprzyrodzonych sil aerodymagicznych.

2005-11-26

W drodze powrotnej z Garbuszki do biura mielismy wieczor debiutow.
Wszyscy, lacznie ze stalymi bywalcami Moskwy mieli debiut ze zjazdu z 3-kalca w kierunku pracy.
A w zwiazku z tym zdarzyl mi sie debiut rozmowy z tutejsza milicja. I w ogole z drogowka jakakolwiek, taki bylem grzeczny w Polsce na drogach, ha!
A bylo tak.
Nikt nie wiedzial gdzie trzeba zjezdzac z 3-obwodnicy, wiec "wlasciwy" zjazd zlokalizowalismy w ostatnim momencie.
Ostro po hamulcach i ostro po modlitwach zeby ludzie za nami wykazali sie refleksem.
Widac byli dosc daleko, bo tyl nadal mamy caly.
Przebicie sie przez cztery pasy obwodnicy nigdy nie byly latwiejsze.
A potem ukazal sie pan radosnie machajacy paleczka, sugerujacy pogawedke.
Pogawedzilismy.
Na koniec, po wnikliwej kontroli papierow i wnikliwej probie doczytania czegokolwiek z zapapranej blotem tablicy rejestracyjnej pan milicjant wyglosil kwestie:
"Radze sie zapoznac z zasadami jakie obowiazuja uczestnikow ruchu drogowego w Moskwie"
Kiwnal glowa i kazal odjezdzac.
Problem w tym, ze od trzech tygodni uwaznie zapoznaje sie z tymi zasadami o ktorych wspominal.
Zasada dżungli.
Zasada silniejszego.
Zasada "byle do przodu"
Zasada wpychania sie na chama
Zasada braku uprzejmosci
Zasada zera tolerancji
Zasada ignorowania pieszych

No a mi sie dostalo za przejechanie ciaglej linii.

Naturalnie zjazd ktory nas postawil przed obliczem milicista okazal sie nie tym co trzeba. Przejechalismy przez pol miasta, zeby dotrzec tam gdzie chcielismy.
Sobota ewidentnie chciala zasugerowac, ze nalezy ja wykorzystywac na poznawanie miejscowych klimatow i zwiedzanie miasta.

W nocy idziemy do Relaksu w zwiazku z tym.

Warto jednak ruszyc dupe z domu, bo okazalo sie jednak ze nie jest tak zle.
Wschodnia czesc Moswky w tonacji szarej. Czyli norma.
Za to nad zachodnia czescia bylo cos czego dawno nie widzialem.
Niebieskie niebo i kolorowe chmurki.

COS SIE WRESZCIE DZIEJE! Nie jest tak szaro!

No, wiec przepelniony tym optymizmem wladowalem sie za kierownice i pojechalismy z chlopakami do pracy.
Tia.
Prowadzenie auta w glanach to srednia przyjemnosc.
Jezdzenie po Moskwie, ktore do tej pory obserwowalem, mialem okazje teraz wyprobowac w praktyce.
Potwierdzam wczesniej wypowiedziane slowa o tym, ze ruch uliczny tu przebiega wg troche innych zasad niz w Polsce i dalej na zachod.
Oznakami dobrego wychowania sa tu:
- pchanie sie na chama do przodu
- jazda po tylu pasach, po ilu sie tylko da, byle do przodu
- wyprzedzanie z kazdej mozliwej strony
- obroty powyzej 4000rpm
- jazda pod prad
- jazda bez swiatel (szczegolna uprzejmosc, biorac pod uwage nieskazitelna czystosc szyb i lusterek w kazdym aucie)
- nie uzywanie kierunkowskazow
- uzywanie dokladnie przeciwnego kierunkowskaza do kierunku w ktorym sie faktycznie skreca

Ale w koncu jest sobota, wiec i tak jest troche wiekszy luzik na ulicach.
Przy okazji - pojawil sie szlamik. Wystepuje na ulicach jako kupy rozjezdzonego blotka posniegowego. Pewnie bedzie go wiecej.

W pracy akurat dzisiaj nie mam nic pilnego, ale moge tu np uzupelnic troche bloga, pogrzebac w necie. Te rzeczy. Zreszta, co bede tak sam siedzial w domu...

Jeszcze a'propos jezdzenia tu autem.
Chlopaki najwyrazniej wypracowali system punktow, ktore zdobywa sie za kazde grazdanskie zachowanie na drodze.
Grazdanskie - czyli - tubylcze.
Jazda pod prad, zawracanie na wiadukcie, wymuszanie pierwszenstwa - te klimaty.

Nie, zeby bylo jakos szczegolnie.
Szaro, nijako, +3 stopnie, czyli śnieg z nocy topnieje.
Od trzech tygodni, czyli od kiedy na Okeciu straszylem ludzi na tarasie widokowym robiac zdjecia Jaszikiem dwuobiektywowym - od tego czasu nie mialem okazji ogladac slonca. Bylo troche efektow wizualnych posrednio zwiazanych z obecnoscia slonca gdzies-tam na niebosklonie. Minimalizm.
A'propos Jaszika - ten aparacik wywoluje wieksze zainteresowanie niz najnowsza, najbardziej wypasiona cyfrowka cyfrowa. Najbardziej bawi mnie to, ze nie ma w tym cienia zazdrosci, znawstwa, jest tylko delikatne zdziwienie, ze ktos sie ta bawi srednioformatowym zabytkiem. Z miejsca jest przydzielany status nieszkodliwego popapranca, co w sumie moze czasem nawet ulatwic fotografowanie ludziuff rozniastych w jeszcze rozniastszych sytuacjach.
Tylko niech przestanie byc tak szaro.
NAŁ!!!
Wybralismy sie wczoraj z ekipa do Relaksu. Pisanego cyrylica i gotyckim krojem pisma.
O dziwo zostalem wpuszczony, mimo ze akurat nie mialem czarnej koszulki. Moze to moj usmiech?
Muza w 75% spoko (IM, Led Zeppelin, GnR...). Nawet mozna bylo troche poskakac.
Nalezy jednak pamietac, ze to ruska knajpa. Czyli niby normalnie, ale w pewnym momencie wszystko na abarot.
Ruscy didzeje musieli byc jakos niedawno na jakims szkoleniu dla didzejow, bo regularnie co jakies 5 mocnych kawalkow, takich w sam raz do zrywania berecika z glowy, puszczali jakies zewne rock-ballady.
Zupelnie bez sensu, bo akuat sie towarzystwo rozskakalo i czekalo na kolejny kawalek zeby dac czadu, to sie okazywalo ze wypadaloby pokazac romantyczna strone osobowosci.
Zatem ruscy didzeje pilnowali zeby nie wszystko bylo tak jak sie tego mozna normalnie spodziewac.
Jeszcze lepiej wychodzilo takim dwom kolesiom w koszulkach z napisem "Ja tjeżałoj mjuziku" ktorzy co godzine wyskakiwali na scene i dla ..ehm... "rozruszania" publiki zapodawali jakies lewe dowcipy (hmmm... mozliwe ze po prostu nie rozumialem co mowili, bo chyba nie mowili po polsku) i wymyslali zabawy zbiorowe.
Jak na kurna wiejskim weselu.
Majn dog...
Min. byla jakas licytacja.
Jakbym wiedzial o co chodzi w tej licytacji, to poswiecil 300rubensow.
Byl to oczywiscie koncert zyczen - kto da wiecej ten wybiera nastepny song.
Za 210rubensow poszedl jakis Manowar.
Szkoda ze sie po fakcie kapnalem, bo bym ciut dolozyl, i lecialby Rime of The Ancient Mariner. Oooł, je.
Napomknalem o tym Luke'owi, a on otworzyl szerzej oczy "Staary, przeciez ten kawalek ma prawie 15minut!"
O to mi wlasnie chodzilo.

A teraz apel do producentow cyfrowek w komorkach.
Bierzcie przyklad z SonyEriksona i dawajcie tam jakas lampke.
Mike nam odpadl, bo byl ogolnie zjechany tego dnia, a pare browarow mialo dodatkowe dzialanie lulajace.
Wiec zapadl w sen zimowy na laweczce w Relaksie.
Twardy sen.
Mozna bylo spokojnie porobic fotki jak mial postawiony na plecach kubek z piwem.
Chyba ze cztery fotki.
Zimensem jakims. Jak sie domyslacie - bez lampy.
Dzisiaj ogladajac te fotki musielismy sie poslugiwac wyobraznia i pamiecia.
Tak wiec apeluje do producentow komorek. Plis. Tyle okazji umyka...

Wyszlismy z knajpy kolo 3.30.
Piekny, swiezutki, idealnie gladki sniezek. Bez skazy. To znaczy byl bez skazy.
Potem go troche miejscami zadeptalismy.

Tu w ogole ze sniegiem jest dziwnie. Przedwczoraj jechalismy przez pol Moskwy, na zakupy. Plucha. Syf. Ale w pewnym momencie wjechalismy w inna strefe klimatyczna. Pieknie oszronione drzewa, druty elektryczne, wszystko. Kolejny przypadek magicznie wygladajacej zimy (pomijam 12 pasow ulicy przebijajacych sie przez ta idylle). Kilometr dalej - spowrotem plucha.

Powrot do domu - zigulitaxi. 120 rubensow. A tym razem byl kawalek do przejechania. Rewelacja. Nie mam pytan, tylko tym razem kierowca jakis taki malo rozmowny byl.

Spanie (w koncu!!!) to fajna sprawa. Przestawialem budzik chyba z cztery razy, az w koncu nie budzik, ale tapczan postanowil mnie porzadnie obudzic.
Po prostu sie zawalil.
Tapczanik juz byl rozlatujacy sie, ale generalnie pod kontrola. A teraz jak siegalem po raz kolejny, zeby ponegocjowac z budzikiem tapczan dal do zrozumienia, ze jest niedopieszczony.
Trzeba bylo wstac, poprawic (oczywiscie - tymczasowo) "konstrukcje". I potem w sumie juz mi sie nie chcialo ryzykowac kolejnego tapniecia, wiec zajalem sie sniadaniem. Jak na powrot na chate o 4, to sniadanie 10.15 jest calkiem niezlym wynikiem.

Planowane na dzisiaj ogladanie mieszkania sie zdezaktualizowalo, bo podobno znalazl sie jakis klient. Do poniedzialku zatem.

2005-11-25

zimno (-2), szaro, w radio gadaja po rusku
jakby swiecilo slonce to by bylo niezle, ale jeszcze tu takiego czegos jak slonce nie widzialem
moze ruscy maja cos innego, kto ich wie
tory maja szersze..

2005-11-24

Wyglada na to, ze zimy nie unikniemy. zrobil sie mrozek, nic spektakularnego, po prostu nie jest cieplo.
W dodatku w troche inny sposob niz jestem do tego przyzwyczajony. Tzn. mrozek nie oblepia i nie wnika wszedzie gdzie sie da, tak jakby mrozenie uszu, nosa i palcow mu wystarczalo. Jak dla mnie - ok. (bardzo jestem ciekaw swojej miny jak to bede czytal przy minus 20 stopniach...)

Wczoraj obejrzelismy kolejna kwartire.
Przy skrzyzowaniu obwodnicy z troche mniejsza ulica (ledwo dwa pasy w jedna strone, wiec to pewnie jakas boczna osiedlowka).
W kamienicy pokroju stalinowskiego (dla niewtajemniczonych: idz na Swidnicka przy lacu Kosciuszki i wyobraz sobie ze budynki KDMu sa dwa razy wieksze).
7 pietro.
1 winda dzialajaca, mam nadzieje, ze sie bardziej postaraja nastepnym razem jak tam bedziemy.
Z dosc ciekawa zawartoscia - lekko chichotliwa korpulentna pani pokroju artystycznego (wiek okolo 35lat), z synkiem (jakies 6-8lat) ktory ewidentnie cierpi na jakis wyjatkowy okaz nadaktywnosci (serio mowie - czytaj dalej)
Dzieciak powital nas wyskakujac z szafy w przedpokoju, potem jak zobaczyl ze robimy zdjecia, to chcial byc na kazdym zdjeciu, chcial zaraz potem zobaczyc kazde zdjecie, a potem sial terror pt."zrob mi jesze tu zdjecie! i tu!, i tu! aaaaaa!!".
Patrzac na otwarte drzwi balkonowe zastanawialem sie przelotnie ile razy tego wieczoru mama musiala go juz zeskrobywac z asfaltu ponizej.
Tworzyli w sumie niezly zestaw, calkiem sympatyczny w odbiorze.
Mieszkanie tez bylo ok. Duzo bardziej ok od trzech poprzednich. Jezeli o mnie chodzi to mozna by na tym poprzestac, ale z drugiej strony... Coz, pani agentka od nieruchomosci niech sie jeszcze postara, a my przy tej okazji mamy mozliwosc popracowania troche nad jezykiem, wiec podwojny zysk. A nuz uda sie znalezc cos jeszcze lepszego?
Wspominalem o widoku z balkonu?
Cala wschodnia polowa moskwy po horyzont, bo chałupa stoi na lekkiej gorce. bardzo wery zer haraszo.

25minut z buta od obecnego mieszkania. jakies pol godziny do samego centrum.

Po drodze na chate wpadlem do jakiegos 24ciasa zeby zdobyc xlebek itp. tylko troche mi chyba umknelo, ze to byl 24ciasa tylko z alkoholami. Dopiero w srodku sie kapnalem, ze cos jest nie tak. zawiesiwszy na moment plany dotyczace xlebka postanowilem sie przyjrzec asorytmentowi. Well, wybor byl imponujacy, wszelkie szampanskoje, piwowinowutki, nawet pewnie mieli tegoroczne bożole-nuwo (w tym roku wyjatkowo o ciekawym bukiecie spalonego citroena z lekka nutka renowki). Sok pomaranczowy, wyobrazcie sobie tez mieli (pewnie taki specjalny, tylko do drinkow). Wzialem ten sok, w koncu i tak mi sie skonczyl.

Nowa seria top gear sie zaczela. Pomysl z pelnowymiarowymi samochodami RC moze nie brzmi az tak rewolucyjnie, ale w realizacji jest rewelka. Zwlaszcza, ze pod koniec ginie kolejna przyczepa kempingowa. Dwa razy.

27-go jest koncert Judas Priest na Luznikach. poszedlbym sobie, ale chlopaki jakos nie wykazuja zainteresowania, a samemu to mi sie srednio chce.

2005-11-22

no wiec faktycznie poszlismy z jurkiem na chate przed 22. co jest wyraznym osiagnieciem biorac pod uwage tradycje poprzedniego tygodnia...
przystanek metra z taganskiej na kitaj-gorod, przesiadka, dwa przystanki, wysiadka na suchariewce, krociotki spacerek i juz bylem w tej smierdzacej klatce schodowej. "dobrze byc w domu"...
po drodze do metra na tagance, udalo mi sie zajrzec do sklepu, i mieli tam jeszcze chlebek. w domu okazalo sie, ze to taki specyficzny rodzaj - ciemny (ale nie za bardzo), bardzo gesty (malutkie pory), a przy tym lekki, i w dodatku - zaskoczenie - dobrze smakujacy. spodziewalem sie jakichs kwaskowatosci, a ten byl po prostu dobry.

jadac "na metro" przypomina mi sie niezmiennie wystawa foto "berlin-warszawa-moskwa". jest cos w zachowaniu ludzi jadacych metrem. az sie dziwie, ze tak dlugo trwalo, zanim ktos zaczal robic regularne serie fotek - portretow pasazerow. to jest tak, ze ludzie w pozbawionym widokow za oknem, siedzacych na przeciw siebie, w halasliwym wagonie zaczynają wygladac inaczej. a moze zawsze tak wygladaja, a tylko z reguly kazdy odwraca wzrok. to jakis specyficzny rodzaj zmeczonej melancholii, obojetnosci, zamyslenia, bezmyslnosci, skupienia i pewnie jeszcze masy roznych zachowan, ktorych nazewnictwo bylo taki mile i nie zasmieca mi w tym momencie pamieci.

z innych njusow - juz zapewne wspominalem, ze ogladalismy mieszkania. na razie dwoch kandydatow.
zaden nie zachwyca, jakby trzeba bylo wybierac to hmm...
pierwsze to takie 80-pare metrowe mieszkanie w bloku. 8pietro, troche klaustrofobiczna/ciasna klatka schodowa. duzy, fajny, szeroki przedpokoj, spora kuchnia, dwuzy pokoj, mniejszy pokoj i najmniejszy pokoj. 28m, 18m i 10m. osobny kibelek w niebieskich kafelkach (80/90), lazienka wykafelkowana w 100% (wlasciciel mieszkania byl z tego szczegolnie dumny) na rozowo-pomaranczowo. kul. w calym mieszkaniu parkiet, meble mniej-wiecej 20-30letnie, zadbane, nawet do przelkniecia, tylko takie troche przygnebiajace. wlasciciel mieszkania z deka tepawy i ciezkokapujacy.
drugie mieszkanie, jakies 300m od tego - prawie 100m, w kamienicy kurcze - chyba z poczatku wieku, ale po sporym remoncie jakies 5 lat temu. klatka schodowa czysta i niezniszczona, tylko zakurzona. w porownaniu z tym syfem jaki tu teraz jest to wrecz oddzial neurochirurgii. mieszkanko bardzo przestrzenne, z przedsionkiem lekko wydzielonym od wlasciwego przedpokoju, bardzo duza kuchnia z aneksem jadalnym i wyjsciem na waski, ale dlugi balkon. obok kuchni, naprzeciw wejscia byl taki skladzik gospodarczy jak 2/3 naszego jednego pokoiku, lazienka z jakas zabytkowa pralka, kibelek (nic ciekawego...) potem naprzeciwko kuchni - ladny duzy pokoj z podwojnymi drzwiami, obok niego inny, bardziej podluzny, z bardzo elegancka acz troche ciemna tapeta. trzeci pokoj, na scianie obok kuchni - dosc kwadratowy, calkiem przyjemny. mieszkanie mimo duzej powierzchni bylo przytulne, chociaz troche takie hmmm...troche babcine. i oczywiscie bylo kiedys zalane przez sasiadow, wiec z dodatkowym lokatorem, ktory upodobal sobie styk sufitu ze scianami w lazience kibelku i kuchni.
w sumie, to zadne mieszkanie mnie nie przekonalo do siebie. mniej wiecej do konca grudnia mamy czas na wyszukanie czegos nadajacego sie. ma byc na trzy lata, wiec ustalilismy z Piotrkiem ze bedziemy wybredni i marudzacy.
pogadalismy sobie troche z pania agentka od nieruchomosci w drodze do metra. naopowiadalismy jej, ze jako "mlodzi, ambitni architekci" szukamy mieszkania lekkiego, jasnego, z duzymi oknami i widokiem za nimi, itp. przy okazji, wchodzac do stacji mendelejewskaja zapytalem pania, czy wie czy mozna robic fotki w metrze. odpowiedziala, ze oczywiscie mozna jak sie uwaza na kamery i policjatow :)
jutro ciag dalszy ogladania kwartir.

rzecz ciekawa, o ile teraz, mieszkajac przy samej drugiej obwodnicy mam wrazenie bycia w takim terenie tranzytowym, gdzie nie ma (chociaz faktycznie to sa) zadnych sklepow, knajp, gdzie wszystko jest takie tymczasowo-niedbale, takie jak knajpy przy parkingach na drodze (chociaz faktycznie to nie jest).
zapuszczajac sie gdzies glebiej w ulice promieniscie rozchodzace sie ze srodka moskwy wchodzi sie w jakby bardziej "zachodnie" rejony miasta - bardziej cywilizowane, z jakas normalniejsza skala - z ulica o mniej autostradowej szerokosci, z zabudowaniami ktore nie sa od siebie tak oddalone, ze ledwo widac sylwetki na horyzoncie :D. czyli w sumie takie ulice do jakich jestesmy przyzwyczajeni. no to w sumie nic dziwnego.

2005-11-21

KOTLOWNIA
a mi sie wczoraj znowu odwiedzisko zdarzylo
lazilismy z instalatorami po roznych dziwnych piwnicach w naszym kompleksie budynków (instalatorzy to dziwnie zwiedzaja budynki - pytaja czemu takie duze okna, fascynuja sie ciemnymi zawilgoconymi piwnicami itd.).
trafilismy do kotlowni zakladowej - budynek z polowy lat 50.
maszyneria kotłowniana w srodku najwyrazniej tez.
skadinąd nic dziwnego ze im czernobyl jebnął...
no, ale maszyneria to mały piesek.
tam oczywiscie rabotają wesoło ludziki.
otóż nie maja oni jakiejs dyzurki, pokoju sniadan, szatni.
no, moze jakis osobny kibel byl.
wszystko pozostale bylo delikatnie mowiac rozpiżdżone po czesci hali
(hala - jakies 10x15m, 8m wysoka, na podłodze niesamowite czarne kafle 30x30, biała fuga, oczywiscie nie tylko te kafle zdobią podłogę, to by było zbyt prostoliniowe, sciany z pięćdziesięcioletnimi zaciekami, odbariweniami itd.)
wiec wszystko w tej czesci hali ktora pierwotnie byla chyba przeznaczona pod
drugi kociol w perspektywie rozbudowy.
podziwu godna zapobiegliwosc.
no, ale przynajmniej zaloga ma socjal.
np szatnie.
stoi sobie tam. radosny przekroj przez krzywe i zardzewiale szafki szatniowe różnej masci.
stoi pozlepiany z jakichs kawałkow metalu stojak na doniczki z palmami i fikusami (a jak!).
stoja w jakimś
pseudoukładzie ławki takie jak w szkole, na srodku ktorych stoi stary
czarnobialy tv, taki gdzies z poczatku lat 80.
ludziki siedza sobie radosnie to przy biurkach dwoch-trzech, to przy stoliku sniadaniowym.
przy stolku stoi obowiazkowe i nieodzowne ..co?
no wlasnie
oczywiscie ze akwarium.
dobre 200 litrow
w zardzewialych ramach
przynajmniej 80 l zawartosci stanowilo powietrze, a nastepne 40 l - glony :)

teraz mi sie to kojarzy z tą fotką anny walentynowicz (autorstwa m.szlagi) w
hali stoczni gdanskiej gdzie zaczynala prace w '52r.
z tą drobną roznica, ze ladies and gentlemen tu w tej kotlowni nadal pracuja...

kurde, chyba zaloze tego bloga...

serio..

jest co opisywac, i pewnie jeszcze bedzie...

2005-11-19

Pare dni temu mielismy umyte auto.
Przez jakis 8 godzin bylo w tym chwalebnym stanie.
Potem juz bylo znowu normalnie.
czyli
Starasz sie nie dotykac zewnetrznych elementow karoserii.
Starasz sie widziec przez zapackane szyby.
Starasz sie nie zwracac na to uwagi, bo mycie auta zima nie ma tu specjalnego sensu.

This page is powered by Blogger. Isn't yours?